Żeglowanie po Bałtyku

We wstępnie do jednego z polskich podręczników żeglarstwa morskiego autorzy scharakteryzowali Bałtyk jako akwen wyjątkowo niesprzyjający uprawianiu tego sportu. Stosunkowo niska temperatura wody i powietrza, duża liczba dni bez słońca, ale z opadami, zmienna, wietrzna pogoda miała zdaniem tych autorytetów czynić z żeglarzy pływających po Bałtyku bohaterów na miarę Rambo czy Chucka Norrisa. Przywołując znane powiedzenie bacy na temat prawdy, można zaryzykować twierdzenie, że to jest ta trzecia prawda (po „prawdzie” i „świętej prawdzie”). Wszyscy jesteśmy świadkami ocieplenia klimatu. Można dyskutować, co jest jego przyczyną, ale skutków doświadczamy wszyscy. Lata są długie i upalne, a zimy łagodne i często bez śniegu. Zmiany klimatyczne wyraźnie wydłużyły sezon żeglarski na Bałtyku. Dawniej wodowano jachty w maju lub czerwcu, a oficjalne zakończenie sezonu następowało najpóźniej w październiku. Od kilku lat, wielu żeglarzy wyrusza w Rejs Niepodległości lub na św. Mikołaja, a niektórzy spędzają na naszym rodzimym morzu nawet wieczór sylwestrowy. Wyższa temperatura powietrza i wody czyni pływanie znacznie przyjemniejszym. Żeglowanie po Bałtyku coraz mniej różni się od pływania po Adriatyku. Latem temperatury na naszym wybrzeżu niewiele różnią się od tych notowanych w Chorwacji czy Grecji. Także twierdzenie o wyjątkowo silnych wiatrach i dokuczliwym zafalowaniu nie ma pokrycia w rzeczywistości. Zdecydowana większość układów barycznych kształtujących pogodę na Bałtyku wędruje z zachodu na wschód. Brak także wysokich gór na wybrzeżu naszego morza, co ułatwia zadanie meteorologom. Prognozy dla Bałtyku i Morza Północnego mają dużo większą sprawdzalność, niż na przykład dla Adriatyku.

Istnieją jednak oczywiste różnice między żeglowaniem po Morzu Bałtyckim, a południem Europy.

Przede wszystkim na Bałtyku więcej się żegluje, a w mniejszym stopniu uprawia turystykę pod żaglami. Bardzo często podczas wakacyjnego rejsu w Chorwacji z braku wiatru (a często dla wygody załogi) żagle stawiane są tylko do zdjęć. Jacht wychodzi z portu po śniadaniu. W południe zatrzymuje się zwykle, by załoga mogła zażyć morskiej kąpieli, a zaraz potem trzeba śpieszyć się na kolację w tawernie. I żeby zdążyć zająć w miejsce, bo wcale często zdarza się, że w sezonie miejsc w marinach brak! Ostatecznie po tygodniowej przygodzie na jachcie, bo trudno mówić, że pod żaglami, w opinii z rejsu zostaje 30-50 h. Nie mniej wielu Polaków co roku w ten sposób spędza wakacje. Można powiedzieć, że nie ma „lepszych” czy „gorszych” form żeglarstwa. Są po prostu różne, a każdy może wybrać to, co chce.

W rejsie po Bałtyku dystanse pokonywane między portami są na ogół dłuższe. Przeciętnie, jacht jest w morzu dobę, a bywa, że i nawet trzy. Oczywiście, można zaplanować rejs tak, by nie żeglować w nocy. Płynąć na przykład po polskim wybrzeżu, czy to ze Świnoujścia do Zatoki Gdańskiej, czy odwrotnie, w przeciętnych warunkach pogodowych da się w ciągu kilku godzin osiągnąć kolejny port. W basenie Morza Bałtyckiego szybko i na korzyść zmienia się także infrastruktura żeglarska. Niemal w każdym porcie bałtyckiego wybrzeża znajduje się jakaś marina. Paradoksalnie najnowocześniejsze w Polsce. Marina w Świnoujściu, Marina Solna w Kołobrzegu czy Marina Yacht Park w Gdyni zdecydowanie przewyższają standardem swoje odpowiedniki w innych rejonach Bałtyku. Obecnie na polskim wybrzeżu brak tylko mariny w Ustce. Przeciętne odległości między polskimi portami otwartego morza wynoszą 20-30 mil. Dla tych, którzy chcą spróbować słonej wody, ale niekoniecznie marzą o dalekich rejsach otworem stoją porty Zalewu Szczecińskiego i Zalewu Wiślanego. Obydwa te akweny można potraktować jako etap przejściowy między mazurskimi jeziorami, a otwartym morzem. Na Zalewie Szczecińskim w każdym porcie polskim i niemieckim znajduje się co najmniej jedna marina, a na Zalewie Wiślanym ruch turystyczny na pewno rozwinie się szybko po oddaniu do użytku przekopu na Mierzei Wiślanej.

Można więc także na Bałtyku pływać od portu do portu, spędzając na wodzie tylko kilka godzin w środku dnia. Można również zaplanować rejsy z dłuższymi przejściami między portami. Ciekawą propozycją dla polskich żeglarzy jest duński Bornholm oraz niemieckie wyspy Uznam i Rugia. Na Bornholm najlepiej wybrać się z Kołobrzegu lub Świnoujścia. Latem, wychodząc wcześnie rano z polskiego portu, kolację można już zjeść w Królestwie Danii. Bornholm oferuje wiele uroczych przystani. Stolica wyspy, Roenne, liczy zaledwie 24 tys. stałych mieszkańców. Nawet latem nie ma nigdzie tłoku. Przepiękne i urozmaicone krajobrazy, łagodny klimat i małe rybackie przystanie sprawiły, że Bornholm upatrzyli sobie zarówno turyści jak i artyści. Wyspa opleciona jest siecią tras rowerowych. W każdym miasteczku znajduje się wypożyczalnia rowerów, a ceny są bardzo przystępne. Kilka mil na północ położony jest maleńki archipelag Christiansoe. Latem w mikroskopijnej przystani może nie być miejsca na nocleg, ale wysepki można zwiedzić w ciągu kilku godzin. Każdy, kto choć raz trafił w to miejsce, pragnie do niego wrócić. Niczym towarzysze Odysa do Krainy Lotofagów.
Uznam i Rugia położone są o kilka godzin żeglugi jachtu wypływającego ze Świnoujścia lub innego polskiego portu z rejonu Zalewu Szczecińskiego. Krajobrazowo bardzo ciekawa jest Rugia. Z kolei port Stralsund kusi piękną gotycką architekturą.

Trasy dłuższych, bo tygodniowych rejsów, które rozpoczynają się w polskich portach wiodą zwykle do Kopenhagi, Visby na Gotlandii lub któregoś portu południowej Szwecji (Kalmar, Karlskrona). Droga ze Świnoujścia do Kopenhagi, to około doby żeglugi. Jedna z większych europejskich metropolii ma dobrze rozwinięty przemysł turystyczny i w tym mieście każdy znajdzie coś dla siebie. Żeglarze starszej nieco daty, pardon, „dojrzali”, mogą sobie urządzić sentymentalną wycieczkę szlakiem gangu Olsena. Ci, co uważają, że sensem żeglowania jest spożywanie bursztynowego napoju nie ominą na pewno legendarnych browarów-cóż niby złego w zwiedzaniu muzeum (browarnictwa) i degustacji miejscowych wyrobów? Jeżeli jednak starczy czasu i chęci, to warto pożeglować nieco na północ od Kopenhagi, by zobaczyć prawdziwy zamek Hamleta – Kronborg (Helsingborg). To tutaj, w Elsynorze, genialny dramaturg umieścił akcję swego arcydzieła o rozterkach młodego duńskiego księcia (dobrze może, że nie dożył naszych czasów, bo miałby prawdziwe zmartwienie-kredyt we frankach). Kolejną atrakcją w rejsie do Kopenhagi jest słynny most w Sundzie, znany także z popularnego serialu.
Tygodniowy rejs z któregoś portu Zatoki Gdańskiej może mieć swój finał na przykład w Visby. Zamierzenie dość ambitne, bo w jedną stronę trzeba przepłynąć ok. 200 mil. Przeprawa jednak warta jest zachodu. Przez jakiś czas w późnym średniowieczu Gotlandia, największa wyspa na Bałtyku, była siedzibą Braci Witalijskich, czyli najprawdziwszych z prawdziwych piratów (swojego logo chyba nie zarejestrowali w Urzędzie Patentowym). Tak, tak, na długo zanim świat usłyszał o Kapitanie Morganie i zanim urodził się Johnny Depp mieliśmy swoich bałtyckich piratów. Cudze chwalicie, swego nie znacie. A co doKapitana Morgana, to Jego Ekscelencja znalazła sobie wygodną miejscówkę w Helu. Jedna z wersji głosi, że w czasie pojedynku przeciwnik Morgana zawołał: „go to hell”. Położywszy trupem wroga nasz bohater zajrzał w Google, i trafił na Półwysep Helski. Przybytek Kapitana Morgana jest od lat prawdziwą Mekką wszystkich szanujących się żeglarzy (zwłaszcza tych wędrujących po bursztynowym szlaku).

Na zakończenie jeszcze kilka uwag o specyfice bałtyckiego żeglowania. Zdecydowana większość Duńczyków, Szwedów i Finów ma własne jachty. Także bardzo wielu Niemców. Przybywa jachtów morskichi w Polsce. Znaczna część żeglarzy bałtyckich pływa więc nie na jednostkach czarterowych, ale własnych, rzadziej klubowych. Nie ma więc na Bałtyku „przemysłu czarterowego”, firm oferujących czarter kilku tysięcy jachtów. Także mariny i przystanie są mniejsze i bardziej przyjazne żeglarzom szukającym spokoju. Istnieją oczywiście także w Polsce liczne firmy czarterowe. Dysponują coraz bogatszą flotyllą jachtów morskich zróżnicowanych standardem i ceną. Te ostatnie są zwykle znacznie niższe niż na Adriatyku.
Warto więc zaplanować rejs po Bałtyku. Można przeżyć zarówno żeglarską przygodę, jak i spotkać ciekawych ludzi dzielących tę samą pasję. Zobaczyć czerwoną kulę słońca tonącą wieczorem w morzu, i wynurzającą się z niego o świcie. Zwiedzić ciekawe zabytki i zachwycać się piękną i różnorodną przyrodą.

Nasi przodkowie mawiali podobno: Może szlachcic nie wiedzieć, co morze, gdy pilnie orze!
Skoro już nie orzemy pola, to i mentalność zmieńmy. Rejs po Bałtyku, to wyjątkowe przeżycia w wyjątkowych miejscach. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Skorzystaj już dziś możliwości czarteru jachtu na Bałtyku.

Gadżety żeglarskie idealne na prezent

24 grudnia 2020 10:00

579 wyświetleń ogółem, 1 dzisiaj