Żeglowanie w trudnych warunkach

Na wodach śródlądowych żeglowanie w trudnych warunkach częściej jest świadomym wyborem sternika niż przypadkiem. Jeżeli systematycznie analizujemy prognozy pogody, obserwujemy akwen i niebo, to burza rzadko nas zaskoczy. Nie mniej, nawet najbardziej ostrożnemu żeglarzowi może zdarzyć się żeglować w trudnych warunkach.

Samo pojęcie „trudne warunki żeglowania” nie jest oczywiście jednoznaczne. Nie tak rzadko spotykany na Mazurach jacht o długości ponad 10 m, obsadzony doświadczoną załogą, startujący w regatach, może żeglować bezpiecznie i skutecznie nawet przy 7º B, a jego załoga czerpać z takiego mokrego żeglowania wielką satysfakcję. W tym samym czasie żeglująca turystycznie małym jachtem rodzina może być zmuszona do walki o życie. Dosłownie.

Jedną z podstawowych cech dobrego żeglarza jest przezorność. Umiejętność przewidywania rozwoju wypadków i zakładanie, że z wielu możliwych scenariuszy zrealizuje się możliwie najgorszy. Dzięki temu przezorny żeglarz sztormy spędza w portowej tawernie, a jego jacht stoi bezpiecznie przy kei na podwójnie obłożonych cumach. Poza przezornością niezwykle ważne jest doświadczenie. Zwykle praktyka, przeżycie różnych sytuacji na wodzie, daje żeglarzowi rzeczywiste kwalifikacje, a nie patent. Ten oczywiście powinien, ale nie zawsze jest potwierdzeniem posiadania określonych kwalifikacji.

W zależności od czasu trwania rejsu, akwenu, rodzaju i wyposażenia jachtu oraz liczebności i kwalifikacji załogi sternik planuje trasę i organizuje życie na pokładzie.

Przejmując jacht od operatora firmy czarterowej należy sprawdzić między innymi: system podnoszenia i opuszczania miecza oraz płetwy sterowej. Rozwinąć (postawić) żagle i sprawdzić ich stan. Przećwiczyć z załogą w porcie stawianie, refowanie i zrzucanie żagli. Współczesne jachty śródlądowe z reguły nie są już wyposażane w żagiel sztormowy. Stan żagli-rozprute szwy, naderwany róg szotowy czy ślady bardzo poważnego zużycia będą wskazówką, jakie warunki nasza łódź jest w stanie bezpiecznie przetrwać. Zapoznajemy się także z silnikiem – włączanie i gaszenie, ewentualnie podnoszenie i opuszczanie na pantografie. Sprawdzamy wyposażenie ratownicze – kapoki i koła ratunkowe. Każdy członek załogi powinien przymierzyć kamizelkę, umieć samodzielnie (i prawidłową) ją założyć. Koło ratunkowe nie powinno być przywiązane, bo w razie potrzeby podanie go osobie w wodzie może zająć zbyt dużo czasu.

Trzeba też wiedzieć, że często przekazywana na kursach i w podręcznikach wiedza nie sprawdza się w praktyce. Niestety jachty nie dzielą się na „mieczowe niezatapialne, ale wywracalne” oraz „balastowe niewywracalne, ale zatapialne”. Smutna prawda jest taka, że każdy jacht można wywrócić i każdy jacht można zatopić. Dlatego warto ocenić, na ile nasz jacht, tymczasowy pływający domek, jest bezpieczny. Niemal wszystkie współczesne jachty, ze względu na komfort załogi, są szerokie i mają wysokie burty. Na własności nautyczne (mówiąc po ludzku: na to jak żeglują) ma to zwykle negatywny wpływ.

Zarówno przepisy jak i zdrowy rozsądek zakazują wypływania bez zapoznania się z prognozą. W dzisiejszych czasach nie musimy pytać o prognozę bacy z Zakopanego, ani czekać na zakończenie głównych wiadomości w telewizji. Każdy z nas ma przecież telefon, a w telefonie internet. Możemy korzystać z prognozy on line lub pobrać jedną z wielu dostępnych aplikacji pogodowych. Na wielu akwenach specjalne prognozy dla żeglarzy nadawane są przez lokalne rozgłośnie radiowe. Na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich zbudowany został specjalny system ostrzegawczy. Na szczycie kilkunastu wysokich masztów zainstalowane jest żółte światło. Jego powolne błyskanie (40/min) oznacza ryzyko pojawienia się silnego wiatru i burzy, a szybkie błyski (90/min) zapowiadają szybkie nadejście niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych. Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości na miarę Hamleta: płynąc czy nie płynąc, zostajemy w bezpiecznym miejscu.

Latem bardzo często pojawia się w godzinach popołudniowych groźna chmura-Cumulonimbus. Przyroda zamiera-wiatr cichnie, ptaki przestają śpiewać, a nad jeziorem zapada martwa cisza. To ten rodzaj ciszy, który zapowiada wkrótce gwałtowną burzę z wyładowaniami. Przecież każdy to zna z „cichych dni” w domu. Burza wkrótce nastąpi, albo już była! Tak czy inaczej -niedobrze!

Groźny Cumulonimbus przypomina wyglądem pióropusz (tym, co oglądali westerny lub czytali książki Karola Maya), kalafior (weganom, wegetarianom oraz tym, co jedzą wszystko i zawsze głodni) lub kowadło (tym, co sami w codziennym mozole wykuwają swój los). Jego podstępna natura objawia się w tym, że chmura pozornie oddala się od obserwatora, kiedy w rzeczywistości pędzi w jego kierunku szybciej niż Pendolino. Dzieje się tak, ponieważ Cumulonimbus jest chmurą pionową, swego rodzaju kominem. Zasysa powietrze zalegające przy powierzchni ziemi i z ogromną prędkością wynosi je na wysokość ponad 10 000 metrów. Panująca tam niska temperatura (prawie jak powitanie męża wracającego do domu bez obiecanej premii) powoduje natychmiastowe zamrożenie pary wodnej. Dlatego przejściu tego groźnego ze wszech miar zjawiska atmosferycznego, towarzyszą ulewne opady deszczu i grad oraz nagłe zmiany siły i kierunku wiatru. Wyładowania atmosferyczne i ryzyko uderzenia pioruna w jacht czy człowieka, to kolejne niebezpieczeństwo związane z tą piekielną chmurą.

Zanim nastąpi najgorsze, sternik musi zacząć działać. Zwykle zaczynamy od nakazania nałożenia całej załodze kamizelek ratunkowych (kapoków). Sprawdzamy, czy na pokładzie wszystkie przedmioty są zabezpieczone (liny, bosak, koła ratunkowe, garderoba). Po nadejściu szkwału, nawet bosak może dostać skrzydeł (jak po zażyciu znanego napoju). Sprawdzamy, czy pod pokładem w dużym przechyle nic nie spadnie, nie rozbije się czy nie rozleci. Na niektórych jachtach trzeba zakręcić zawory-w dużym przechyle woda z toalety lub zlewu może zatopić łódź!
W sytuacji zagrożenia uderzeniem gwałtownego szkwału warto zawczasu włączyć silnik. Pomoże nam utrzymywać kurs na wiatr, przyda się w czasie refowania i zwrotów przez sztag.

Kiedy załoga i jacht są przygotowane, sternik powinien przyjąć jakiś wariant postępowania. Jeżeli chmura jeszcze daleko, a bezpieczna przystań blisko, to nie zastanawiamy się, tylko gnamy ile wiatru w żaglach i koników w maszynie. Czasami dobrym rozwiązaniem jest schowanie się w trzcinach. Wysokie trzciny osłaniają jacht i załogę przed wiatrem, tłumią także fale.

Jeżeli jednak do brzegu daleko, musimy przyjąć wyzwanie niczym Rambo na pustyni otoczony przez sowieckie czołgi. Jak najszybciej trzeba zrzucić lub głęboko zarefować grot. Zrzucamy go i solidnie mocujemy, jeżeli nie okoliczności nie zmuszą nas do płynięcia na wiatr. Żagiel przedni (fok, genua) jest z reguły zainstalowany na rolerze, więc jego refowanie czy całkowite zwijanie jest zawsze łatwiejsze niż grota. Jeżeli nasz kurs, to półwiatr lub jeszcze pełniejszy, wystarczy zarefowany fok i silnik. Jeżeli wózki szotowe zamontowane są na szynie, w miarę zwijania genuy należy je przesuwać do przodu. W przeciwnym razie szot będzie biegł niemal poziomo wzdłuż pokładu, lik dolny będzie napięty, a wolny łopotał. W efekcie nastąpi szybkie uszkodzenie albo i całkowite podarcie żagla. A wtedy znajdziemy się na środku jeziora białego od piany i przy wietrze wyjącym w takielunku pozbawieni żagli. Zgodnie z prawem Murphiego pewnie przestanie działać i silnik. Resztę pozostawmy wyobraźni autorów scenariuszy filmów katastroficznych.

O ile tylko wolna przestrzeń na to pozwala, obieramy kurs z wiatrem, żeglując na mocno zarefowanym foku i silniku. Współczesny jacht turystyczny powinien przetrwać każdą burzę, nawet na Śniardwach czy Mamrach. Jednym z niewielu „plusów dodatnich” groźnego Cumulonimbusa jest to, że jak szybko przychodzi, tak i równie szybko znika. Niestety pozostawia po sobie często „krajobraz po bitwie”-przewrócone jachty, połamane drzewa i pozrywane linie energetyczne.

Za każdym razem, kiedy uda nam się przetrwać burzę na wodzie, a emocje już opadną „jak po wielkiej bitwie kurz”, warto w zaciszu kabiny lub w tawernie przeanalizować przebieg wydarzeń i wyciągnąć wnioski.

W tych okolicznościach wzniesienie toastu „za szczęśliwe ocalenie” będzie jak najbardziej na miejscu!

Czarter jachtów na Mazurach to dobry pomysł.

Gadżety żeglarskie idealne na prezent

14 stycznia 2021 02:04

282 wyświetleń ogółem, 0 dzisiaj